1 maja 2010

Kosmaty słowniczek szwedzko-polski, part deux

W dzisiejszym odcinku postanowiłam ujawnić całą prawdę o konszachtach Borga ze Szwedzkim kucharzem oraz o tym, co pewnej nocy wyrabiał szwedzki król w odludnej okolicy.

BORG

Coponiektórzy oglądali Star Trek i pamiętają jeszcze siejące grozę statki kosmiczne Borga oraz ich zamiłowanie do asymilacji wszystkiego wokół. Co ciekawe, tą samą cechę odnaleźć można u Wikingów. W końcu - jak inaczej nazwać można historyczne zamiłowanie do gwałcenia, palenia i rabowania wszystkiego, co napotkają na swojej drodze... Właśnie dlatego onegdaj szwedzkie miasta nazywano np. "Helsingborg", "Trelleborg", tudzież "Borgholm" ;)




bork

Miała być mowa o Szwedzkim Kucharzu... Jego kultowe "bork, bork, bork" nie oznacza nic a nic - ani po szwedzku, ani po polsku, niestety. Oczywiście, jest potomkiem krwiożerczych Wikingów, więc zapewne to tajemnicze słowo to ani chybi lżejsza wersja złowrogiego nordyckiego przekleństwa "BORG!" (patrz powyżej).








burk
Jeśli za to ktoś słyszał bardzo podobne słowo "burk" - zapewne w kontekście opakowań produktów spożywczych.
Dla zilustrowania - przykład.
Tak wygląda tradycyjny wikiński napój, zwany z dawna "cola burk":

Wikingowie piją go hektolitrami, oczywiście w formie zmrożonej, nie wstrząśniętej.





ögon
Mądrość ludowa mówi, że każda pliszka swój ogonek chwali, podobnie jak każdy rodowity Szwed ;)
Ponieważ jednak Szwedzi są skromnym narodem, robią to w zaciszu domowym, a dla niepoznaki udają, że gdy mówią "ögon", chodzi im wyłącznie o oczy, a nie żadne tam ogonki. Udaje im się skutecznie zmylić niemal wszystkich obcokrajowców... ale nie Polaków. My się nie damy (nawet temu niewinnemu spojrzeniu szczeniaczka ze zdjęcia obok)! ;)





kurva
Nie jest to wprawdzie nic nowego dla osób zaznajomionych np. z językiem niemieckim, czy włoskim, ale szwedzi też mają w swoim słowniku soczyste słówka. Żeby nie było niedomówień - chodzi o polskie słowo "zakręt" i nic innego. Ulubiony zakręt szwedzki to "Kungens Kurva" pod Sztokholmem i nie chodzi tu wcale o królewską kobietę lekkich obyczajów, a o zamiłowanie króla do wysokich prędkości. W tym właśnie miejscu król Gustaw V docisnął mocniej pedał gazu w swoim nowym sportowym samochodzie i... znalazł się poza kurv..., znaczy, szosą. Kochający poddani wzruszyli się tak bardzo, że nazwali to miejsce stosownie na pamiątkę owego wydarzenia. Nie wiedzieli, że dzięki temu wywołają wiele szerokich uśmiechów na twarzach przejeżdżających tamtędy Polaków...


Ciąg dalszy nastąpi - a w nim m.in. apetyczne szwedzkie ciasta o intrygujących nazwach.

2 komentarze:

  1. Znaczy, Gustav poszedl na pelnej kurvie? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No ba - król to sobie może...! :)

    OdpowiedzUsuń